Chile – pierwsza egzotyka Ameryki Południowej

Po dłuuuugim locie dotarliśmy już do Santiago de Chile ! Lot upłynął całkiem sprawnie i przyjemnie. Każdy z nas znalazł minimum dwa wolne miejsca, aby się jakoś komfortowo rozsiąść. Co to by był za dzień bez przygód? W końcowej fazie lotu załoga rozpoczęła poszukiwania lekarza na pokładzie dla starszej pani która zasłabła. Na szczęście kwiat polskiej psychiatry był gotów do natychmiastowej pomocy ☺
Pogoda na miejscu bardzo przyjemna, około 25 st. Nie może być lepszej do zwiedzania.
Jesteśmy z 13 000 km od Warszawy, nie da się ukryć w cholerę daleko .. Wszystko nowe i egzotyczne, chociaż to nowoczesne i duże miasto. Później będzie tylko coraz bardziej egzotyczniej… 

Drugiego dnia Santiago schodzone. W temperaturze 35 stopni było to troszkę utrudnione, ale nader przyjemne. Miasto według mnie całkiem europejskie z cenami jeszcze wyższymi niż u naszych zachodnich sąsiadów. Kolonialne budynki, parki prezentują się bardzo ładnie. Ciekawostka są kafeterie w centrach handlowych lub przy głównych ulicach tylko dla mężczyzn. Okna zasłonięte są czarnymi zasłonami, przez które czasem można zobaczyć tylko kobiecą rękę lub nogę zachęcającą do wejścia 
Kolejnego dnia pojechaliśmy do Valparaíso podziwiać to mega kolorowe miasto położone nad oceanem.
Kolory, wszechobecne psy grzejące się w słońcu, kolonialny klimat przypominający momenty dobrej prosperity-oto słowa , które najlepiej to opisują. Zobaczcie sami

 

Po dwóch dniach w Santaigo rozpoczęliśmy podróż na północ kraju. Około godzinny lot do Calamy przebiegł bez żadnych problemów. Spotkana na lotnisku polska wycieczka jednego z tour operatorów była całkiem zaskoczona naszym pobytem i chęcią samodzielnego zwiedzania tej części świata.

Spokojny dzień w Calamie, miasteczku na pustyni Atacama u podnóża Andów. Nasze plany wyjazdu do Boliwii pokrzyżował autobus, który wyjeździe dopiero we wtorek o 23 a nie jak planowaliśmy poniedziałek rano. Bilety znikały z w tempie zwrotnym wiec i tak mamy ogromne szczęście, ze nie czekamy do piątku. Dzięki tej malej zmianie będziemy mogli odwiedzić największą odkrywkowa kopalnie na świecie ! Różnica wysokości daje się delikatnie we znaki, w końcu w ciągu 2 godzin znad oceanu przenieśliśmy się na 2100 m n.p.m.
Ostatnie dni obfitowały we wrażenia. Przedwczoraj spędziliśmy cały dzień na pustyni Atacama, co zaskakujące najsuchsze miejsce na ziemi okazało się miejscami nieprzejezdne z powodu… kałuż i zalegającego na drogach błota. Na dzień przed naszym przyjazdem spadł deszcz i suche kaniony zamieniły się w potoki. Kilka razy ugrzęźliśmy w błocie i Janek był zmuszony do pracy fizycznej przy przygotowaniu drogi do przejazdu. Z uwagi na fakt, ze działo się to na wysokości 3400 m n.p.m gdzie brakuje tlenu a we znaki daje się ból głowy, był to męczący dzień. Zobaczyliśmy Herbas Buenas z wyrytymi w skałach malowidłami pochodzącymi z czasów 1500 lat p.n.e , Rainbow Valley – aby dotrzeć do tej doliny musieliśmy odbyć trekking przez rzekę i kanion, turystyczne getto czyli miasteczko San Pedro De Atacama i wrzeszczcie przepiękne Doliny Śmierci i Księżycową. Niewątpliwie zachód słońca w Dolinie Księżycowej jest przeżyciem niezapomnianym.
Wczoraj psim swędem udało nam się załapać na wycieczkę do największej kopalni odkrywkowej świata. Warto zauważyć ze zajmowaliśmy miejsca od 21 do 24 w kolejce rezerwowych oczekujących aż zwolni się miejsce na liście. Czekaliśmy dzielnie przez 1,5 godziny mimo, że wszyscy mówili nam, że nie mamy żadnych szans na wejście. I oto nasza cierpliwość została wynagrodzona. Dzienne wydobycie miedzi w Chuquicamacie jest warte 8 mln USD. Każdy z kilkudziesięciu pracujących ogromnych ciężarówek jest warta 1 mln USD i spala 10 litrów ropy na minutę. Wykop ma rozmiary 4×2,5 km i jest głęboki na 900 metrów. W ramach zwiedzania zobaczyliśmy miasteczko duchów opuszczone przez robotników przesiedlonych ze względów zdrowotnych do pobliskiej Calamy.

IMG_4715

Czekając na autobus do Boliwii i przeglądając internet natrafiliśmy na dramatyczne informacje dotyczące sytuacji powodziowej w Peru i możliwie w Boliwii. Na szczęście po kontakcie z innymi turystami i ambasadą RP w Limie trochę się uspokoiliśmy i ruszyliśmy w drogę! Oj co to była za droga.. Stary autobus, toaleta była, tzn zamykana przestrzeń z dziurą w podłodze, asfalt tylko na pierwszych kilometrach a później tylko żwir. Zamiast 10 godzin trwało to z 18. Postój na granicy, źle wbita pieczątka przez celnika w Chile i jej negacja w Boliwii przysporzyło dodatkowych nerwów. Ale o tym więcej w następnym wpisie.
Niedługo rozpoczynamy 3 dniowe safari częścią trasy rajdu Dakar, który odbył się tu miesiąc wcześniej.

IMG_4796

 

Submit a comment


*