Kenia część II – czerwona ziemia Masajów

Kenia jest trudna… Stolica- Mombasa zatłoczona, gorąca, lepka. Myślę, że najlepiej definiuje ją dzielnica fabryk cementu, gdzie pod bramą każdej fabryki kłębi się tłum oczekujących na pracę a w powietrzu unosi się pył, który osiada na lepkim od potu ciele.

I prom płynący z jednego brzegu rzeki na drugi, ani jednego białego wokół. Kierowca busa każe zamknąć okna mimo, ze jest przeraźliwie gorąco. Szybko rozumiemy dlaczego- w końcu wyszarpując komuś przez okno aparat można zrobić mu krzywdę… Skrzyżowane kły-symbol miasta i Fort Jesus lepsze wrażenie robią na zdjęciach w albumie niż na żywo. Na zdjęciach nie widać tłumu, wszechobecnej nędzy i brudu. Chyba odczuwamy Mombasę nawet bardziej niż slumsy w Delhi. Johny robi zdjęcie krowy jedzącej tlące się śmieci, które podpalił ktoś z miejscowych. Nic nie mówimy-mamy dość. Chyba nie takiej Kenii chcieliśmy.
Ale wszystko to blednie wraz ze wjazdem na teren parku narodowego Tsavo East i pierwszymi „upolowanymi” zwierzętami. Afryka uzależnia. Uzależnia jazda busem z odkrytym dachem i wypatrywanie zwierząt. Uzależnia widok żyrafy, która idzie środkiem glinianej drogi i wreszcie po dłużej chwili usuwa się i wędruje równo z busem na 1-2 metry od naszych głów. Uzależnia niewiarygodna przyroda, czerwona ziemia Masajów, czerwone od gliny słonie, skubiące akacje żyrafy, dystyngowane sekretarze, szybkie antylopy gnu, urocze im pale i słodkie jak małe jelonki dik-diki. Poczucie, że masz dziką przyrodę tuż tuż.Kenia wioska

Wieczorem docieramy do lodży na nocleg. O 22 generator zostaje wyłączony, ale na stołówce ciemno robi się dużo wcześniej, pojedyncze lampy i świece nadają nastrój. Gdy jjemy słyszymy jak tuż obok rozgrywa się polowanie. Jjemy i czekamy na przyjście lamparta. Tak, tak, lamparta. Tuż obok lodży jest słup na którym powieszono mięso. Wieczorem widzimy jak po zdobycz przychodzi lampart, obserwujemy jak urywa kolejne kęsy i po chwili zostają już tylko resztki, po które zgłaszają się szakale. Jesteśmy pod wrażeniem, nagle ktoś obok mówi, a co by było gdyby lampart zamiast zdobyczy przywiązanej do pala zainteresował się obserwatorami. Zapada cisza-nie chcemy o tym myśleć.

W nocy w lodży jest zimno, nakładam na siebie wszystkie ubrania a i tak trzęsę się z zimna- o co chodzi? To przecież Afryka, ale aż tak duża różnica temperatur zaskakuje. Wschód słońca nad sawanną jest niezapomnianym widowiskiem. Róż przechodzący w złoto, zwierzęta spacerujące przed naszymi oczami, zapach Afryki. Tak, tak bo właśnie orientuję się, że wschód słońca nad sawanną to doznanie z zakresu wielu zmysłów: wzroku, słuchu, węchu. Tego doznania nigdy nie zapomnę.
Kolejne 2 dni safari i przejazd przez park narodowy Tsavo West  przynoszą kolejne doznania i kolejne zdjęcia. Widok słoni, bawołów, żyraf, zebr i antylop powoli powszednieje. Czekamy na hipopotamy i lwa. Wieczorem w lodży czeka nas niespodzianka, Do wodopoju przychodzi stado słoni z małymi. Z odległości kilku metrów obserwujemy jak stado zaspokaja pragnienie a w tym czasie słonica stojąca na straży niespokojnie wpatruje się w sawannę wypatrując zagrożenia. Pije dopiero, gdy stado zaczęło się oddalać od wodopoju, po czym biegnie za nimi. Po ich odejściu stoimy i wpatrujemy się w niebo. Nigdy nie widziałam tylu gwiazd. Wiem jedno-  będę tęsknić. Pewnie tutaj wrócę, bo Afryki nie da się nie kochać. Można się wkurzać na miejscowych usiłujących wydoić turystów, można patrzeć ze sceptycyzmem na wnętrza chat, które pokazują nam Masajowie w swojej wiosce. Chwilami mam wrażenie, że to trochę jak pokazoKenia masajowiewe wioski
Bediunów w Egipcie. Wprawdzie wszyscy zapewniają, że tak nie jest, że Masajowie naprawdę zajmują się hodowla kóz i żyją jak dziesiątki lat temu, ale nawet widząc pokaz rozpalania ognia dłońmi i 2 drewienkami (a la Bear Grylls) mam wątpliwości czy po odjeździe busa z chaty obok nie zostaną przyniesione zapałki i bardziej współczesne wyposażenie. Ale nawet mimo tych różnych minusów i wątpliwości będziemy chcieli tu wrócić, bo o 4.30 na sawannie został kawałek naszego serca.

Więcej zdjęć w naszej galerii

Przejdź do Kenia część I

2 Comments

Submit a comment


*