Kenia część I – czerwona ziemia Masajów

Kiedy myślę o Kenii od razu robi mi się ciepło na sercu. Nie ma chyba piękniejszego widoku niż wschód słońca nad sawanną obserwowany z „lodży” (taki jakby hotel na sawannie, zwykle umieszczony przy wodopoju, w miejscu gdzie schodzą się zwierzęta).IMG_4221

Ale wracając do początku. Nie planowaliśmy urlopu. Prawdę mówiąc nie mieliśmy na niego pieniędzy i w ogóle nie mieliśmy siły na planowanie czegokolwiek. Był dzień jak co dzień, a Zosia robiła to, co robi codziennie od lat i co u niej przybrało rozmiary nałogu. I nagle telefon-czy możesz wziąć urlop od jutra? To pilne, znalazłam dobrą ofertę. Musisz zdecydować teraz, Kenia, wylot jutro. Kenia tradycyjne łódkiPospiesz się, są ostatnie miejsca w samolocie. Cała wycieczka wraz z 3-dniowym safari kosztuje poniżej ceny samego przelotu”. Decydujemy się, szef daje urlop. Płacimy z karty kredytowej uruchamiając pełen debet. Ale wiemy już, że za kilkanaście godzin wylatujemy do Mombasy. No dobra, teraz szybkie pakowanie, trzeba pozałatwiać wszystkie sprawy i zorganizować Malarone. Do wieczora udaje się nam wszystko ogarnąć i o świcie startuje nasz samolot. Lot jest mało komfortowy, do tego międzylądowanie w Hurgadzie, ale to wszystko nie ma żadnego znaczenia. My myślami jesteśmy już na sawannie.

Zostajemy ulokowani w hotelu przy Diani Beach, niedaleko Mombasy. Jesteśmy bardzo pozytywnie zaskoczeni. Jako, że kupowaliśmy wycieczkę ostatni, bez wyznaczonego hotelu i poniżej ceny przelotu liczyliśmy się z tym, że hotel może być bardzo kiepski. Ale jak ustalamy, nie ma to znaczenia, w końcu hotel to tylko miejsce, w którym się śpi. Nie jedziemy na drugi koniec świata po to, żeby siedzieć w hotelu. Na miejscu okazuje się, że dostaliśmy świetny hotel w najładniejszej części Diani Beach. Przyjeżdżamy do hotelu w środku nocy, więc zwiedzanie zaczynamy rano. Plaża jest absolutnie wspaniała. Biały piaseczek, cudownie błękitna woda. Widzieliśmy wiele pięknych plaż, ale patrząc na tą wiemy, że tego widoku nic nie przebije. Ruszamy w kierunku wody… i tutaj zaczynają się schody. Zostajemy otoczeni przez grupę Kenia Diani Beachmiejscowych sprzedawców, którzy nie przyjmują odmowy do wiadomości „hello my friend”, „come to my shop”, „where are you from?” i tak cały czas. Próbowaliśmy różnych strategii, odmowa nie działa, ciężko też idzie z ignorowaniem gdyż sprzedawcy usiłują poszturchiwać, chwytać za rękę itp. Uciekamy do wody, rozumiemy już, że tylko na głębokiej wodzie możemy liczyć na chwilę spokoju. Sprzedawcy pojawiają się na plaży wraz z nastaniem świtu i znikają wraz ze zmrokiem. Niestety szybko okazuje się, że chodzenie po plaży Kenia Tsawo słoniewieczorem nie jest bezpieczne, chłopak, który biegał po plaży o mało nie zarobił ciosu nożem w brzuch tylko dlatego, że miejscowym spodobały się jego buty. Szybko orientujemy się, ze w tak biednym kraju jak Kenia wszystko jest towarem a biały jest chodzącym bankomatem. Słyszymy różne historie, które mają za zadanie zmiękczyć serce i skłonić do hojności. Niestety, miejscowi mają pecha, po treningu w Indiach jesteśmy na nagabywanie dość odporni. Niestety jednak nachalność miejscowych utrudnia życie, gdy wędrujemy gdzieś i na każdym kroku, ktoś usiłuje coś nam sprzedać, albo coś od nas kupić- koszulkę za bransoletki, skarpetki itp. Temu krajowi turystyka masowa zrobiła krzywdę, biały stał się synonimem dobrego zarobku. W Azji zawsze jesteśmy witani uśmiechem, jak goście, tutaj nie zawsze. Czasami, w kenijskiej Mombasa symbol miastawiosce czujemy się jak intruzi, przez dzieci witani wprawdzie z ciekawością, ale przez dorosłych z podejrzliwością. Czujemy się trochę jak byśmy wdzierali się na czyjś teren jako nieuprawnieni obserwatorzy. Kenijczycy pozornie są ciepli i otwarci, ale mamy wrażenie, że są tacy w okolicach hoteli, im dalej hotelu tym
bardziej odczuwamy granicę my czarni-wy biali. Idziemy w wiosce do baru, chcemy napić się z miejscowymi Kenia zachód słońcapiwa. I robi się bardzo nieprzyjemnie… Barmanka prawie kładzie się na stole pokazując mojemu mężowi goły biust i proponując masaż, miejscowi siedzący w barze wpatrują się w aparat fotograficzny, atmosfera bardzo gęstnieje, zostajemy otoczeni i czujemy, chyba pierwszy raz w życiu, że może być bardzo źle. A przecież byliśmy w tylu zakątkach, które uznawane są za bardziej niebezpieczne. Zaczynamy ściemniać, że musimy wracać do hotelu z powodu dolegliwości brzusznych, wyjmujemy pieniądze i stawiamy im piwo, co pozwala nam wycofać się i opuścić teren wioski…

 

Przejdź do Kenia część II

2 Comments

Submit a comment


*